BŁAŻEJ TORAŃSKI: Czytałeś archiwalne wydania gazet po wydarzeniach Marca 1968 roku?

PIOTR GAJDZIŃSKI: Tak, czytywałem.

W ówczesnej propagandzie komunistycznej przeplatają się wątki o „imperializmie amerykańskim”, „niemieckich odwetowcach”, „antypolskim rewizjonizmie”, ale przede wszystkim o „Żydach–syjonistach”. Czy celem było przekonanie Polaków do spiskowej wizji historii? Do tego, że wszystkie wydarzenia są rezultatem „syjonistycznego spisku” wymierzonego przeciwko Polsce?

Prawdziwym celem była zmiana na szczytach władzy. Inspiratorem marcowej nagonki był szef MSW Mieczysław Moczar. Nie jest jednak pewne, czy chciał on wyrzucić Gomułkę i zastąpić go na stanowisku I sekretarza KC PZPR, objąć władzę, czy też zostawić go „królem bez ziemi”, a samemu przejąć realną władzę. Temu celowi miała służyć wstrętna kampania propagandowa, która tak czy inaczej przekonywała Polaków do spiskowej teorii dziejów.

Czy media zdominowało hasło z „Głosu Pracy”: „Żądamy zdemaskowania i ukarania syjonistycznych rozrabiaczy”?

Tak można powiedzieć. „Syjonistyczni rozrabiacze” byli bardzo szeroko pojmowani, bo to niekoniecznie musieli być Żydzi, ale także ludzie, którzy z nimi współpracowali. Generalnie atakowano wszystkich niewygodnych.

W styczniu 1968 roku władze zdjęły z afisza Teatru Polskiego „Dziady” wyreżyserowane przez Kazimierza Dejmka.  Witold Filler, redaktor naczelny redakcji rozrywki Telewizji Polskiej (później szef „Teatru” i „Szpilek”) powiedział 3 lutego w „Pegazie”: „Jak widać, daleko odeszliśmy od genialnej metafory Adama Mickiewicza. Romantyczna poezja została zamieniona na drobną politykę. Dodajmy jeszcze, że i ta polityka w swej obiektywnej wymowie nie jest chyba zgodna z ideologią Adama Mickiewicza”. Za to zapowiedziano obicie mu mordy. Czy to Filler zapoczątkował propagandowy atak dziennikarzy?

Rzeczywiście był jednym z pierwszych, ale nie należał do najbardziej wojowniczych, agresywnych. Największy ciężar spadł jednak na Kazimierza Kąkola i Ryszarda Gontarza. To oni ciągnęli ten wóz propagandy.

Józef Dajczgewand, jeden z liderów studenckich protestów, nazwał ich „wściekłymi psami łańcuchowymi komunizmu”. Gontarz pracował w UB, a potem był na niejawnym etacie w MSW.

Weszli do historii, jako symbole najbardziej wstrętnego w tym okresie zachowania dziennikarzy.

Jakie były przejawy najbardziej jaskrawych, haniebnych zachowań dziennikarzy?

Najgorsze było kablowanie na innych dziennikarzy w komitetach wojewódzkich czy w Komitecie Centralnym PZPR. Wykrywano ludzi pochodzenia żydowskiego i pozbywano się ich z redakcji. To było szerokie zjawisko, a zachęcano do tego na łamach gazet centralnych, tygodników, miesięczników. Za najgorsze uważano także gazety wojewódzkie w Łodzi i w Olsztynie.

Dziennikarz łódzkiego „Głosu Robotniczego” Piotr Goszczyński zasłynął z listu otwartego do premier Izraela Goldy Meir, w którym dworował, że przechowuje w szafie nazistowskiego zbrodniarza Martina Bormanna. Pytał też, czy jej się czasem czulent, żydowska potrawa z wołowiny, nie przypala.

Tego rodzaju teksty trudno nawet nazwać wstrętnymi. Treści sięgały poziomu zarzygania. Nie mam jednak złudzeń, że dziennikarze byli wykonawcami, a nie inspiratorami takich zachowań. Inspiracje wychodziły z wydziałów propagandy. Taki był mechanizm funkcjonowania prasy w PRL–u. 90 proc. tego, co publikowano, wymyślano lub konsultowano w komitetach różnych szczebli.

Wymieniłeś Kąkola i Gontarza, ale aktywni byli mniej znani, jak choćby Tadeusz Kur, nazwany przez Mieczysława F. Rakowskiego „jedną z gnid polskiego dziennikarstwa”. Kur twierdził, że wystąpienia studentów „miały być detonatorem antypolskiej i antysocjalistycznej rebelii”.

Z Kurem jest też związana przezabawna historia. Dariusz Fikus, pracujący wtedy w „Polityce”, napisał felieton „Kur wie lepiej” o jego antysemickich popisach. Cenzura zdjęła tekst, ale jego odbitki krążyły po Warszawie wywołując wściekłość Tadeusza Kura.

W tym czasie odbywał się VII Zjazd SDP. O tym, co działo się za kulisami pisał w „Dziennikach politycznych” (tom1967–68) Mieczysław F. Rakowski: „Świnią się ludzie, o których nigdy człowiek by nie pomyślał, że potrafią się stoczyć na takie dno. Jestem świadkiem upadku najlepszych tradycji dziennikarstwa polskiego”. Co miał na myśli?

Przede wszystkim miał na myśli antyżydowską nutę na Zjeździe, który nawoływał do wyrzucenia Żydów z mediów. Padały argumenty, że prowadzą oni antypolską działalność. Że działają na pasku amerykańskiego imperializmu. Że niszczą naród polski. Zjazd został zdominowany przez dziennikarzy wykonujących polecenia Moczara.

W liście do Gomułki uczestnicy Zjazdu SDP odcinali się „stanowczo od wszystkich wrogich, antysocjalistycznych i antynarodowych sił, od wichrzycieli i podżegaczy, od bankrutów politycznych (…)” i poddańczo zapewniali: „polskie dziennikarstwo jest przy Was, Towarzyszu Wiesławie, jest przy partii”. Kiedy ten nurt przestał dominować w polskim dziennikarstwie?

To się zmieniło dopiero w latach 70. za Gierka. Ale aktywnym w marcu 1968 roku dziennikarzom żadna krzywda się nie stała. Na przykład Kąkol uzyskał zgodę władz, aby „Prawo i Życie” z dwutygodnika przekształcić w tygodnik. Sam Kąkol zrobił karierę.

W rządach Piotra Jaroszewicza był ministrem–kierownikiem Urzędu ds. Wyznań. Dziennikarze nie ponieśli żadnych konsekwencji za swoje haniebne wtenczas czyny.

Poza ostracyzmem części środowiska.

Kiedy Jan Dziedzic, korespondent PAP na Bliskim Wschodzie, wyciągał na powitanie rękę, zawisała ona w powietrzu.

Niektórzy zachowywali się przyzwoicie. Stefan Kisielewski został pobity przez „nieznanych sprawców”.

Największą hańbą w marcu ‘ 68 okryły się takie tytuły, jak „Trybuna Ludu”, „Żołnierz Wolności”, „Prawo i Życie”, „Kurier Polski”, „Sztandar Młodych”, „Życie Warszawy”, „Słowo Powszechne”, „Głos Robotniczy” czy „Trybuna Robotnicza”. Najaktywniejszymi propagandystami w antysemickiej nagonce poza Kąkolem i Gontarzem byli Henryk Gaworski, Ignacy Krasicki, Witold Filler. Kogo jeszcze dorzuciłbyś do tej listy hańby?

To pełna lista. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl