BŁAŻEJ TORAŃSKI: Kali, żona Śiwy i hinduistyczna bogini śmierci, nosi przydomek Nanda. Nanda Devi East jest jednym z najwyższych szczytów świata (7434 m n.p.m.), zdobytym podczas pierwszej w historii wyprawy Polaków w Himalaje. Wedle legendy ten, kto wejdzie na Nanda Devi, nie umrze śmiercią naturalną i jego ciało nie zostanie odnalezione. Ta przepowiednia się spełnia?

DARIUSZ JAROŃ: Można tak powiedzieć na podstawie losów polskich himalaistów, którzy wybrali się na wschodni wierzchołek Nanda Devi latem 1939 roku. Było ich czterech: Jakub Bujak i Janusz Klarner, którzy zdobyli szczyt, oraz Adam Karpiński (kierownik wyprawy) i Stefan Bernadzikiewicz. Dwaj ostatni zginęli niedługo później w lawinie podczas próby zdobycia pobliskiego szczytu Tirsuli (7074 m). Lawina pogrzebała ich żywcem w trakcie snu. Bujaka i Klarnera klątwa Nandy dopadła o wiele później. Przeżyli wojnę, ale zginęli w okolicznościach do dzisiaj niewyjaśnionych. O ile śmierć Karpińskiego i Bernadzikiewicza została potwierdzona przez kolegów z wyprawy, co do losów Bujaka i Klarnera są tylko poszlaki i podejrzenia.

Góra Nanda Devi East była w 1939 roku szóstą najwyższą ze zdobytych wtedy na świecie. Wyprawy na Mount Everest kończyły się niepowodzeniem. Dopiero w 1953 roku na jego szczycie stanęli Hillary i Tenzing.

Skuteczne wyprawy na ośmiotysięczniki zaczęły się dopiero w latach 50. Przed wojną stopa człowieka na żadnym z nich nie stanęła. Polacy mieli więc w 1939 roku szósty wynik na świecie. Co ciekawe, Tenzing Norgay, który powtórzył wyczyn  Polaków, stwierdził, że to była najtrudniejsza, najbardziej ryzykowna wyprawa wysokogórska w jego życiu. Na Nanda Devi najadł się więcej strachu, niż na Evereście.

Druga wojna światowa rozdzieliła Jakuba Bujaka z żoną i córką. On, z zawodu inżynier mechanik, trafił do oddziału wojska polskiego we Francji, a potem do Wielkiej Brytanii, gdzie wszedł w tajemnice brytyjskiego przemysłu lotniczego.

Pracował przy silnikach samolotów odrzutowych i stał się obiektem zainteresowania brytyjskich służb wywiadowczych. Był przez nie stale monitorowany. Czy to jest klucz do jego tajemniczej śmierci? Takie są przypuszczenia, ale dowodów nie ma.

Ciągnęły go góry i w czerwcu 1945 roku – wraz z koleżanką z Klubu Alpejskiego – wyjechał na tygodniowy urlop do Kornwalii. Tam oboje zaginęli. Jedna z hipotez mówi, że poszli się kąpać lub wspinać na klifach. Utonęli?

Prawdopodobnie. Mimo intensywnych poszukiwań policja nie znalazła dowodów, że utonęli. Nie odnotowano też jego nazwiska w rejestrze zgonów.

Ale cytuje Pan w swoim reportażu historycznym jeszcze dwie, bardziej tajemnicze hipotezy: że sprzątnął go wywiad brytyjski lub porwała radziecka łódź podwodna. Która z tych teorii jest najbliższa prawdy?

Staram się pozostać między tymi teoriami, nie przychylać się do żadnej z nich. Dopóki nie pojawi się jakikolwiek dokument, przełomowy w wyjaśnieniu tej tajemnicy, opowiadałbym się za najmniej sensacyjną wersją: był to nieszczęśliwy wypadek. Trudno jednak uwierzyć, że mogło do niego dojść bez pozostawienia żadnych śladów. Poszukiwali ich także znajomi z brytyjskiego Klubu Alpejskiego. Natrafili na mieszkającą tam kobietę, która dostała od Jakuba Bujaka i jego koleżanki plecak turystyczny z wartościowym rzeczami. Znaleźli też ich namiot wywrócony między wioską a oceanem. Córka Jakuba, Magdalena Bujak-Lenczowska, próbowała dociec prawdy, napisała m.in. list do biura byłego prezydenta RP Ryszarda Kaczorowskiego i Konsulatu Generalnego RP w Londynie. Jedynie dokumenty Scotland Yardu mogłyby rzucić nowe światło na tamte wydarzenia. Ale są utajnione.

Najbliższy termin ich otwarcia: 2045 rok. Śmierć Janusza Klarnera wydaje się mniej tajemnicza. Skatowali go w UB?

Także nie ma dowodów. Wyszedł z domu 17 września 1949 roku i rozpłynął się na ulicach Warszawy. Był oficerem AK, brał udział w powstaniu warszawskim, dowodził oddziałem w Lasach kabackich, odznaczono go Krzyżem Walecznych. Mógł zostać pojmany przez UB. Najpewniej został zamordowany w kaźni przy Cyryla i Metodego. Takie są nieformalne informacje.

Losy bohaterów pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje były już wielokrotnie opisywane. Co nowego Pan w tej historii odkrył?

Rzeczywiście nie byłem pierwszym, który opisał wyprawę na Nanda Devi, w przedwojennym himalaizmie sukces Polaków na skalę światową. Ale chciałem tę historię upamiętnić i przypomnieć. Zwłaszcza przez opowieść Magdaleny Bujak-Lenczowskiej, która przez lata dociekała, co stało się z jej ojcem. Czy coś odkryłem? Zrekonstruowałem tę opowieść przez wspomnienia rodziny Jakuba Bujaka i dokumenty. Przypomniałem te ciekawe postaci. Nigdy jeszcze tak długo i dogłębnie nie pracowałem nad tekstem.

Jak?

Magdalena Bujak-Lenczowska udostępniła mi segregatory pełne  dokumentów, listów, zdjęć. Rodzina Jakuba Bujaka wykonała kawał pracy, aby pielęgnować o nim pamięć. Czytałem źródła, porównywałem relacje. Rozmawiałem z rodziną, z historykiem specjalizującym się w pracy służb brytyjskich, wreszcie z dokumentalistką TVP i alpinistką Anną Pietraszek, która po 17 latach odnalazła w archiwach Brytyjskiego Instytutu Filmowego film o pierwszej polskiej wyprawie w Himalaje. Chciałem, aby w moim tekście historia przeplatała się ze współczesnością.

Fot: Interia.pl

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl