Politycy mówią fatalnie. Dziennikarze również?

Trochę lepiej od polityków, ale niedużo lepiej. Dziennikarze także są zaangażowani, ponoszą ich emocje, a poza tym czują swoją władzę nad politykami. Od nich zależy obraz polityka, który ludzie kupują. Wiedzą, że mogą z niego zrobić męża stanu albo chłystka. Czasem w swoich wypowiedziach się zapędzają.

W mediach liczy się czas. Czy przyśpieszenie informacyjne przyczyniło się do obniżenia standardów językowych? Do języka mediów wdarła się niechlujność?

Wdarła się duża niechlujność, skrótowość. Pośpiech jest taki, że czasem nie wiadomo, o co chodzi. Bywa, że dziennikarz nie mówi o tym, co się faktycznie wydarzyło, ale przekazuje  własną interpretację. Czasem nie zdąży sprostować fake newsa, który idzie w Polskę i ludzie czują się oszukani, a chcą mediom wierzyć. Dziennikarze są im potrzebni do zrozumienia rzeczywistości.

Nie nadążają, bo chcą powiedzieć dużo w jak najkrótszym czasie?

Z powodu braku czasu nie weryfikują wiadomości. Okazują się one nieścisłe, niedokładne, a czasem fałszywe.

A jakie błędy językowe najczęściej popełniają dziennikarze? W odmianie, artykułowaniu, akcentowaniu, doborze słów?

Mnóstwo. Ale nie można na dziennikarzy zrzucać odpowiedzialności za to, co robią wszyscy. Mało który zawód wymaga takiego pośpiechu, więc trudno negatywnie oceniać dziennikarzy za częste naruszanie zasad poprawności składniowej. Jeśli chodzi o słowa: trzeba wiedzieć, co się mówi. Nie jest wszystko jedno, czy powiem niezbędny czy niezbywalny.

Wedle językoznawców wśród piszących dominują niechlujnie przekazane komunikaty, literówki, błędy merytoryczne, ba, nawet ortograficzne. Jakie błędy Panią najbardziej rażą?

Irytują mnie błędy frazeologiczne. Na przykład takie, że „ktoś wraca na tarczy”, a autor chciał napisać, że zwyciężył.

Albo „duże ryby” zamiast „grubych”?

Ostatnio słyszałam: „musimy połknąć tę żabę w postaci korytarza”. Widział pan kiedyś taką żabę?

W postaci korytarza nie. Nawet we śnie.

Dziennikarzowi chodziło o to, że Polska musi spełnić warunki, aby przejść na euro i „stoi w korytarzu”.

Może w przedpokoju?

W tym przypadku usłyszałam o „żabie w postaci korytarza”. Podam też inny przykład, sprzed lat. Dziennikarz sportowy (świetny zresztą) donosił: „Zarzucano Raabe i jej koleżankom, że manipulowały próbkami z moczem, chociaż nie udowodniono, że któraś z zawodniczek maczała w tym palce”.

Jak połączyć mistrzostwo z szybkością, kiedy wydarzenia relacjonuje się na żywo, a gorące wypowiedzi spisuje na bieżąco?

Jest to bardzo trudne, wymaga refleksu i spostrzegawczości, a nie każdy to ma. Przede wszystkim jednak dziennikarze powinni być dociekliwi. Na nich spada obowiązek podtrzymywania i kształtowania norm polszczyzny. Sami sobie wzięli ten kłopot na głowę.

Usprawiedliwia Pani dziennikarzy szalonym tempem pracy. Co jednak uzasadnia dominowanie w mediach perswazji nad dialogiem, jazgotu czy walki kogutów. Kultura języka niknie?

Od czterdziestu lat zajmuję się kulturą języka. Zawsze uważałam, że od poprawności ważniejsza jest etyka wypowiedzi, bo można komuś dokopać i złamać życie, mówiąc poprawnie i kulturalnie. Teraz, obserwując dyskurs publiczny, mam poczucie, jakbym zmarnowała czterdzieści lat. Bardzo ważna jest kultura i poprawność, ale ważniejsze jest, aby dziennikarz nie wróżył z fusów, nie dopisywał komuś intencji tylko dlatego, że go nie lubi i że jest w obozie przeciwnym. Dobrze by było, żeby dziennikarze nie używali durnych epitetów, nie przylepiali ludziom czy partiom nie zasłużonych cech. Czytam dzisiaj na portalu gazeta.pl, że „kalkulacja PiS to najbardziej brutalna lekcja realnej polityki, jaką teraz odbierają rodzice i niepełnosprawni w Sejmie”. PiS „może zmyć hańbę III RP, a woli liczyć procenty”. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” przypisują rządowi okrucieństwo. Możemy się też dowiedzieć od dziennikarza, że „państwo PiS jest kłamliwe, aroganckie, prostackie”. To nie jest dziennikarstwo.

Gdzie jest granica, której dziennikarze nie powinni przekroczyć?

W sumieniu. W każdym zawodzie trzeba mieć sumienie, ale dziennikarze szczególnie powinni pamiętać, że ich kolega z „wrogiej gazety” to także człowiek, który ma godność.

Ale może dziennikarze, jak politycy, pokłócą się na wizji, a po programie idą wspólnie na piwo?

To jeszcze gorzej, bo znaczyłoby to, że dziennikarz potrafi się sprzedać. Jeśli sprzedaje swoje poglądy na pokaz, ludzie mu wierzą, a potem chowa poglądy do kieszeni i idzie na piwo, to coś tu nie gra.

Zapewne nie gra.

Dyskutowałam kiedyś na Uniwersytecie Warszawskim z Tomaszem Terlikowskim i Agatonem Kozińskim o tym, dlaczego w telewizjach dominuje młócka, audycje naukowe zamiast mieć charakter koncyliacyjny są konfrontacyjne. Terlikowski uzasadnił to krótko: bo to by się nie sprzedało. Czy skrajne oceny, wartościowanie, emocje, są towarem, którym się handluje?

To przykra konstatacja, ale tak.

Można się kłócić, ale bez naruszania godności, poniżania czy przypisywania człowiekowi intencji, których nie ma. Jeśli dziennikarz mówi o czymś stanowczo, a potem twierdzi, że tak mu się wydawało, to co mi sprzedaje? Jeżeli używa epitetu zamiast informacji, to jest fuszerka.

Prowadzący program „Krzywe zwierciadło” w Superstacji Jakub Wątły porównał dziennikarzy telewizji publicznej do „brudnych, śmierdzących gnid pijących i jedzących odchody".

Dziennikarze powinni go za to podać do sądu, bo w ten sposób nie można mówić o ludziach. Są na to dwa paragrafy.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła wtedy na Superstację karę 100 tys. zł.

Kiedy dwaj znani prezenterzy w Radiu Eska Rock wygłupili się mówiąc bzdury o Ukrainkach, Krajowa Rada nałożyła na stację 50 tys. zł kary.  To były paskudne, szydercze wypowiedzi. Bywa, że dziennikarze mają usta pełne słów o demokracji, wolności i równości, a naruszają godność zwykłego człowieka. Ani to demokracja, ani równość, ani przyzwoitość.

W 2017 roku dziennikarz TVP.info Ziemowit Kossakowski zapytał na manifestacji KOD Adama Michnika: „Kiedy przeprosi pan za brata, który był stalinowskim mordercą” Redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”  odparł: „ Jak ty sku****nu zmądrzejesz”. Mową nienawiści posługują się już byli opozycjoniści?

O komunistach w stanie wojennym tacy ludzie, jak Michnik mówili: „ten czerwony skurwiel”. Opozycjoniści potrzebowali wtedy uwolnić emocje i mówić prawdę. Ich dzisiejsze wypowiedzi dowodzą, że przyzwyczaili się do polszczyzny potocznej, mięsistej, ekspresyjnej. Na rzucanie mięsem w telewizji miejsca nie ma. Pytanie dziennikarza zostało jednak źle zadane. Gdyby zapytał Michnika, kiedy odetnie się od tego, co robił jego brat, od ciężaru sumienia, być może reakcja byłaby inna. Prowokacja dziennikarska nie jest dobrym sposobem działania. Lepiej skłaniać do odpowiedzi innymi sposobami, zachowując dobre maniery.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl