Tomasz Plaskota: Panie profesorze, co jest najważniejsze w kierowaniu miesięcznikiem historycznym?

Prof. Jan Żaryn: Napoleon miał rację, kiedy mówił, że do prowadzenia wojny trzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. Żeby rozpocząć wydawanie jakiegokolwiek tytułu prasowego trzeba mieć pieniądze. Ale to przede wszystkim ból wydawcy, a nie redaktora odpowiedzialnego za kształt merytoryczny pisma. Radość finansowa płynąca z wydawania pisma na pstrym koniu jeździ. Jest dzisiaj problem z gazetami papierowymi. Internet bardzo mocno zaatakował tę sferę produkcji medialnej. Trzeba być wyjątkowo atrakcyjnym, żeby przebić się przez imperializm internetowy. Natomiast z punktu widzenia merytorycznego najważniejszy jest zespół ludzi, czyli redakcja. Chodzi o zespół  kompetentnych osób, które będą tworzyły wspólnotę.

Jaką wspólnotę?

Chodzi zarówno o wspólnotę osób, które potrafią redagować pismo i mają kompetencje historyczne, najlepiej uzupełniające się, bo nikt nie jest omnibusem. Kręgosłupem pisma musi być zespół stałych współpracowników, na których zawsze można liczyć. Jest to wspólnota wzajemnego zaufania. Miesięcznik, jak sama nazwa wskazuje, ukazuje się raz na miesiąc, a nie raz na tydzień, ale pismo musi być zapełniane tekstami. Budowanie kapitału ludzkiego jest szalenie ważne. Bez tego nie ma co marzyć o dobrze prowadzonym piśmie. Nie chciałbym się przesadnie chwalić, ale ze względu na to, że jestem osobą publiczną, mam wielu przyjaciół i znajomych historyków, którzy wspierają pismo. Dwójka moich zastępców w miesięczniku, moja żona Małgosia i Michał Karpowicz, każdy specjalizuje się w nieco innym regionie oddziaływania. Możemy też liczyć na współpracowników redakcji. To bardzo ważne.

Co poza czynnikiem ludzkim, który jest kluczowy, decyduje o sukcesie pisma historycznego?

Żeby dobrze redagować miesięcznik, trzeba go bez przerwy zmieniać. Stałe szukanie nowych pomysłów jest ciekawe i dla samych redaktorów. Nie można jednak rezygnować ze stałości, która jest pewnym ważnym argumentem dla czytelnika. Czytelnik lubi liczyć na ciąg dalszy ulubionych przez niego opowieści. Takie znaczenie ma u nas stała rubryka ziemiaństwo czy rubryka poświęcona Polonii. Mamy odbiorców zainteresowanych tymi tematami. To nie tylko potomkowie ziemian czy ludzie żyjący na emigracji. Także w Polsce wiele osób interesuje się historią polskiej emigracji, bo jest ona wyjątkowo bogata.

Na kartach miesięcznika „W Sieci Historii” widać efekty dobrej współpracy z instytucjami, które posiadają bogate zasoby archiwalne.

Archiwum Główne Akt Dawnych, Archiwum Akt Nowych, Instytut Pamięci Narodowej, Muzeum Powstania Warszawskiego, Naczelne Archiwum Cyfrowe – to podstawowe instytucje, z którymi współpracujemy. Niejako na tacy dostarczają nam te instytucje olbrzymi ładunek wiedzy historycznej z rejonów, w których się specjalizują. Przekazują nam również wspaniałe dokumenty, które znajdują się w ich zbiorach. W przypadku AGAD są to perły kultury staropolskiej. Ta instytucja ma bardzo bogate zbiory, o których przeciętny Polak nie wie, nawet jeżeli mieszka w Warszawie i ma je na wyciągnięcie ręki.

Wspomniał Pan, że Internet jest dużą konkurencją dla prasy drukowanej. To prawda. Ale duża konkurencja jest na rynku miesięczników historycznych. Jak sobie z tym radzicie?

Mam wrażenie, że razem z innymi redakcjami miesięczników historycznych wzajemnie się trochę podglądamy i uczymy się od siebie. Wiele różnych pomysłów, które u nas się znalazły, później były widoczne także w niektórych innych tytułach. Bardzo się z tego cieszę. Nie ma tutaj żadnego copyrightu. Wzajemna nauka jest bardzo pozytywna i potrzebna. Nie da się też ukryć, że między nami toczy się też walka konkurencyjna o rynek. Sądzę, że my tę konkurencyjną walkę wygrywamy. Wskazują na to  nasze obliczenia i nastraja nas to bardzo optymistyczne. Nasze pismo, ze względu na mnie, jest pismem ideowym.

Co Pan przez to rozumie?

Nie zamieszczamy w naszym miesięczniku wszystkich artykułów. Nie współpracujemy ze wszystkimi tylko dlatego, że ktoś potrafi pisać. Mamy ambicję wpisywania się naszym tytułem w budowanie współczesnej tożsamości narodowej Polaków. Preferujemy bogactwo historyczne i stymulujemy  system wartości, który jest nam bliski. Jesteśmy miłośnikami polskiego patriotyzmu. W naszym piśmie są widoczne trzy wiodące patriotyzmy: republikański, insurekcyjny i narodowo-demokratyczny. Osobiście jestem zwolennikiem patriotyzmu narodowo-demokratycznego i samorządnego. Oceniam dorobek tego kierunku ideowego i wynikającą z niego praktykę działania na rzecz Polski jako najcenniejszy. Jednak nie ograniczam i nie cenzuruję pisma. Republikański patriotyzm jest bardzo u nas widoczny. Przede wszystkim poprzez rubrykę „Dawno temu” i poprzez rubrykę ziemiańską. Jest to odwołanie do wspaniałego okresu I Rzeczypospolitej. W każdym numerze jest co najmniej kilka artykułów na ten temat. Z kolei patriotyzm insurekcyjny jest widoczny poprzez opowiadanie o polskich insurekcjach XIX wieku, o Polskim Państwie Podziemnym, o Powstaniu Warszawskim. Zachęcamy czytelników, żeby kochali Polskę i żeby ta miłość nie była jedynie sentymentem wspomnieniowym. Chcemy, żeby treści wypływające z naszego miesięcznika mogły się przydać na drodze życiowej, której jest nam dana w naszym życiu doczesnym. Jesteśmy również pismem chrześcijańskim. I to także jest bardzo widoczne na łamach naszego miesięcznika. Nie tylko dlatego, że wśród autorów znajduje się spore grono księży. Ale przede wszystkim dlatego, że tematyka przez nas poruszana jest mocno związana z historią Kościoła katolickiego, jako zjawiska w naszej kulturze, którego nie da się rozdzielić od polskości.

Kto robi lepszy miesięcznik historyczny: Pan czy Piotr Zychowicz, redaktor  naczelny „Do Rzeczy Historia”?

Robimy inne miesięczniki. Mam nadzieję, że czytelnicy odpowiedzą na to pytanie, że nasz miesięcznik jest lepszy. Konkurujemy z „Do Rzeczy Historia” i równocześnie nie konkurujemy ze sobą. Miesięcznik pana Piotra Zychowicza jest oparty przede wszystkim na przekazie, który wypływa z historii najnowszej. Też jestem historykiem dziejów najnowszych, ale nasz miesięcznik nie ma takiego profilu, ponieważ mamy inne cele. Miesięcznik pana Zychowicza jest może bardziej atrakcyjniejszy przez to, że bazuje na pewnej sensacji, która płynie z historii najnowszej. Ale historia najnowsza jest obecna i w naszym miesięczniku. Na naszych łamach czytelnicy znajdą wiele artykułów opartych na materiałach pochodzących z archiwum IPN. Ale nie jest to cecha, która w pierwszej kolejności kojarzy się z „W Sieci Historii”. Jak wskazuje nasz tytuł, zajmujemy się nie tylko historią najnowszą, piszemy o całej sieci historii Polski. Sięgamy do całych naszych dziejów, od Mieszka I po dzień dzisiejszy. Zajmujemy się nie tylko nie do końca jeszcze rozliczonym Peerelem. Choć okres PRL też jest zjawiskiem bardzo ważnym i nie odżegnujemy się od pisania o nim.

*****

Tomasz Plaskota jest dziennikarzem portalu wPolityce.pl.

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl