Jury XIV Ogólnopolskiego Konkursu Reportażystów „Melchiory” doceniło Panią za „kunsztownie zbudowane i poruszające opowieści o artystach.” Ma Pani niezwykłą zdolność oswajania swojego bohatera i budowania narracji przy pomocy dźwięku. Jak przebiega proces docierania do bohatera i później kreowania opowieści?

Dorota Jaśkiewicz-Łebek: Lubię się bratać z moimi bohaterami, a ponieważ już wiele lat temu wyjechałam z dużego miasta i osiedliłam się w pięknych okolicznościach przyrody karkonoskiej, to docieram tutaj do różnych ludzi, którzy żyją gdzieś na pograniczu z własnego wyboru, często tak jak ja, przenosząc się z miasta. Tu są całe wsie artystyczne, zresztą nie tylko artystyczne, bo ludzie zajmują się różnymi innymi sferami życia, np. ekologią. I tak dość łatwo docieram od jednej osoby do drugiej. O reportażu można mówić różnymi słowami, np. tymi chętnie przez nas przywoływanymi, które wypowiedział Melchior Wańkowicz, patron tej najważniejszej dla dziennikarzy radiowych nagrody – „Melchiorów”. Wańkowicz powiedział, że „Reportaż był już wtedy, kiedy pierwszy troglodyta przyniósł wiadomość o polanie, na której się pasą mastodonty.”

Jak radiowcy interpretują te słowa?

Te słowa to jest już taka nasza mantra. Ale co one oznaczają? Z jednej strony reportaż niesie relację, informację, ale nie jest nią bezpośrednio, tylko jest taką osobistą wypowiedzią, w tym wypadku oczywiście wypowiedzią troglodyty o tym poruszającym go wydarzeniu. Jak możemy sobie wyobrazić, troglodyta ubarwił tę opowieść, nasycił emocjami, bo nie istnieje prawda obiektywna o przeżytym wydarzeniu. My tak naprawdę nie zdajemy sobie z tego sprawy.  Jak powiedział Christian Belwit, bohater mojego reportażu „Bardziej znikąd”, branego pod uwagę przez jury w konkursie na Reportażystę Roku, to „każdy ma swoje prawdy i prawdule”. Reportaż jest takim artystycznie przetworzonym obrazem prawdy bohaterów. Oczywiście twórcy tej prawdy bohaterów nie mogą zagubić, to jest trochę taki dźwiękowy film dokumentalny. Łatwo możemy sobie wyobrazić czym jest film dokumentalny, myśląc o przeciętnym słuchaczu, łatwiej pewnie niż dokument radiowy. Ale powiedziałabym, że … na początku było Słowo…

Skąd czerpała Pani inspiracje do tematów poruszonych w reportażach zrealizowanych w 2018 roku?

Tematy właściwie są wszędzie… Myślę, że cała Polska jest skarbnicą tematów… nie tylko Dolny Śląsk, na terenie którego zamieszkuję. Są takie dwie metody - albo wymyślić temat, poruszyć jakąś bieżącą, istotną sprawę, a potem znaleźć sposób jego realizacji, nierzadko wertując dokumenty i inne źródła informacji. Drugi trop to pójście na zasadzie reakcji łańcuchowej, czyli uważnie słuchając i będąc skupionym podczas rozmów z ludźmi i to niekoniecznie podczas nagrania. Wtedy naturalnie wyłapuje się te rzeczy, które nas interesują. Dostałam tę nagrodę za reportaże o artystach, tak napisało szanowne jury w uzasadnieniu, ale prawda jest taka, że ja nie robię reportaży tylko o artystach, nawet nigdy wcześniej nie myślałam o sobie jako specjalizującej się w tej tematyce. Bardziej interesują mnie ludzie żyjący gdzieś na pograniczu systemu, po swojemu. Oczywiście są wśród nich wielcy artyści, jak Urszula Broll, czy Christian Belwit. Bohaterka jednego z moich reportaży, mieszkająca w Andaluzji, tancerka flamenco, powiedziała, że artysta to nie jest zawód, artysta to jest ktoś, kto używa języka sztuki. I w tym kontekście wszyscy jesteśmy artystami.

Jakie kryteria należy wziąć pod uwagę przy ocenie reportażu?

Kiedy oceniamy reportaże podczas Konkursu Stypendialnego im. Jacka Stwory dla młodych reportażystów, wypełniając karty do głosowania, robimy to według ośmiu kryteriów. Chciałabym zwrócić uwagę na ostatnie kryterium, które znajduje się na tej naszej liście. To jest tak zwane ogólne wrażenie, czyli to czy reportaż emocjonalnie lub intelektualnie poruszył słuchacza. To ogólne wrażenie jest dla słuchacza naprawdę o wiele ważniejsze niż pozostałe składowe, które finalnie sumują się, jak choćby konstrukcja budująca dramaturgię, nad którą my, jako twórcy, musimy się zastanawiać w trakcie realizacji własnych reportaży lub słuchając i oceniając inne reportaże. Słuchacza tak naprawdę te didaskalia nie interesują, bo on nie myśli o konstrukcji. To właśnie emocje, które wywołuje reportaż, takie pozostające na dłużej i przeradzające się w refleksję czy to nad zagadnieniem, które ta opowieść porusza, nad światem, a czasami może i nad samym sobą są najważniejsze. Bardzo bym sobie życzyła, aby tak było częściej, to emocje stanowią o najwyższej wartości, świadczą o sile reportażu.

W 2017 roku została Pani nagrodzona Srebrnym Melchiorem za reportaż „Bardziej znikąd”. Teraz jednogłośnie jury przyznało Pani nagrodę Reportażysty Roku 2018. Co to dla Pani oznacza?

Czuję się szczęśliwa i bardzo wzruszona, nawet nie sądziłam, że rok po roku zostanę laureatką. Jednak nie przesadzajmy, to jest dopiero w całym moim życiu druga nagroda. Pomimo tego, że już pracuję w radiu trzydzieści trzy lata, to nigdy nie wysyłałam swoich reportaży na konkursy, w związku z tym nie otrzymywałam nagród. Ośmieliłam się pod wpływem impulsu i za czyjąś namową, inaczej nie wzięłabym udziału w tym prestiżowym konkursie. Zdecydowałam się i jestem szczęśliwa, aczkolwiek nie przywykłam do takiego zamieszania w związku z tym konkursem. Rzekłabym nawet, że odwykłam od takiego szybkiego stylu życia mieszkając tutaj, na Dolnym Śląsku.

Reportaż „Niewidzialny świat, czyli bohater zbiorowy” zachwyca mistrzowską techniką. Bohater, którego właściwie nie ma, a jednak jest (choć go nie widać). Skąd pomysł na ten temat i taką formę?

Z mikroorganizmami, bo o nich mówi ten reportaż, zetknęłam się  kilka lat temu z powodów osobistych. Po prostu lekarka na wzmocnienie przepisała mi pewne preparaty, które wtedy były przeznaczone dla pszczół, a teraz są już dopuszczone do sprzedaży dla ludzi. Pomyślałam, że to jest niezwykle ciekawy temat, który należałoby upowszechnić, ale ponieważ to był temat publicystyczny, musiałam się zastanowić nad formułą. Reportaż można naprawdę zrobić o wszystkim, tylko trzeba użyć środków reportażowych, żeby stał się reportażem. Tym razem musiałam pochylić się nad mikroskopem, a równocześnie rozmawiać z ludźmi, którzy używają tych preparatów w rolnictwie, bo o rolnictwo tu chodzi. To był akt mojego patriotyzmu, bez patosu, bo tu można bardzo dużo mówić o tym, jak zaniedbujemy polską ziemię, czyli… glebę,  po prostu.

Jaką rolę odgrywają dźwięki w tle reportażu?

To nie jest tak, że te efekty, których używamy do realizacji reportażu, które są gdzieś w tle, nie są zbyt istotne. One bywają bardzo ważne, a nawet i czasami najważniejsze. To wszystko razem musi współgrać i być adekwatne do tematu, którym się zajmujemy, do tej konkretnej sytuacji. Mówiąc o różnorodności mam na myśli sam sposób realizacji, konstrukcji, wyboru przedstawienia tematu, czyli dramaturgii i tak dalej.

Została Pani nagrodzona za reportaże zrealizowane w 2018 roku. Który reportaż wzbudza w Pani największe emocje?

Tak bardzo lubię swoich bohaterów, że trudno mi powiedzieć, który z nich jest dla mnie ważniejszy. Urszulę Broll znam od kilkunastu lat, chociaż mam też magiczną opowieść o tym, jak się poznałyśmy, a znamy się od połowy lat 80, ale nie pamiętałyśmy o tym. Prawda jest też taka, że musiałam z siebie wyrzucić to, co we mnie siedziało w związku z historią Christiana Belwita.  Miałam ogromny niedosyt po tym, jak około 30 lat temu zrobiłam taki mały reportażyk z Christianem, nie zauważając pewnych istotnych spraw, którymi wtedy powinnam się zająć. Mając naprawdę duże wyrzuty sumienia, próbowałam później Christiana odnaleźć i okazało się, że pojawiła się zupełnie inna historia. A poza tym osoba Andrzeja Waligórskiego, który przyprowadził Christiana do rozgłośni, tak dla mnie jest ważna, że chyba jednak wyróżniłabym reportaż „Bardziej znikąd”.

Rozmawiała Małgorzata Irena Skórska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl