Rozmawiamy w krakowskim Klubie Dziennikarzy Pod Gruszką. Od lat spotyka się tu medialne środowisko.

Trudno o lepsze miejsce dla tego typu spotkań. Dawniej się mówiło, że na linii A-B Rynku Głównego można się natknąć na połowę Krakowa, teraz sporo ludzi można spotkać Pod Gruszką. 

W dobie Internetu dziennikarze dalej potrzebują takich miejsc?

Chyba tak. Oczywiście można zauważyć przesunięcie w stronę szybszego życia, przeniesienie kontaktów do świata wirtualnego, ale to nie jest nic złego. Taka jest przyszłość, że będziemy się komunikować poprzez Internet, bo jest to skuteczniejsze. Jednak może rzadziej, raz na jakiś czas, ale warto spotkać się fizycznie i jest to dobre miejsce dla krakowskiego środowiska.

Jakie dzisiaj jest krakowskie środowisko dziennikarskie?

Nie jest różowo, bo środowisko krakowskich dziennikarzy jest zdezintegrowane. Nie ma jakiegoś wspólnego myślenia. Są różne stowarzyszenia, które ze sobą nie współpracują. Są różne inicjatywy dziennikarskie, które się rozmijają. Konkursy dla dziennikarzy, które są robione przez podgrupy dziennikarskie wzajemnie się ze sobą niekontaktujące. Może nie są wrogie, ale jedni drugich, można powiedzieć, co najmniej nie respektują. Dezintegracja środowiska to zjawisko trudne do naprawienia i myślę, że to nie jest nasz główny cel. Powinniśmy jako SDP robić swoje - jeżeli integrować, to międzypokoleniowo. Starszych konfrontować z młodszymi. Od czasu do czasu nam się to udaje.

Pamiętam z ostatniego zjazdu delegatów, kiedy jeden z dziennikarzy podszedł do mnie i ze zdziwieniem zapytał: „to w Krakowie tacy młodzi w SDPie działają?” Młodzi w Stowarzyszeniu to niespotykane zjawisko?

W skali kraju na pewno tak jest. W skali Krakowa, wydaje mi się, że jest powyżej średniej. To rozszerzanie o nowych członków jest po pierwsze szybkie, a po drugie jest też nakierowane na osoby dopiero wchodzące w arkana zawodu dziennikarzy. Czyli już dziennikarzy, ale cały czas młodych. To jest niemalże założenie programowe naszego oddziału.

Działa choćby Koło Młodych.

Tak, powołaliśmy w 2009 roku Koło Młodych i od razu były w nim 22 osoby na dobry początek. Teraz jest jeszcze więcej. Koło samo nie zrobi całej roboty. Trzeba działać wokół projektów i inicjatyw, a te się cały czas rodzą. Co chwile nowe roczniki do nas dołączają. Pewnie jakiś wpływ na to miał fakt, że nie tylko ja, ale wielu członków władz oddziału uczyło dziennikarstwa, czyli mieli kontakt z młodymi dziennikarzami. W różnej formie - albo zajęć na uczelniach, albo prowadzenia swoich podopiecznych, będących na praktykach w redakcjach, więc dzięki temu ścieżka dojścia do bycia członkiem Stowarzyszenia jest mocno skrócona. Myślę, że niektórzy mogą uznać, że to ryzykowne podejście, że trzeba sobie zasłużyć, trzeba być starym, doświadczonym dziennikarzem, żeby być w Stowarzyszeniu. Ja uważam, że nie. To właśnie w Stowarzyszeniu można dojrzewać, a pasję i entuzjazm wnosić jako kapitał. To się sprawdza, bo większość inicjatyw, które przeprowadzamy jest opartych na pasji ludzi młodych.

Takich jak konkurs dla młodych dziennikarzy, czy kawiarenka nowych mediów.

Tak. Konkurs to inicjatywa, która nie jest jednym zdarzeniem w roku, ale całym procesem. Samo organizowanie takiego konkursu już niesie w sobie szansę „przedpokoju” do SDP. W komitetach organizacyjnych, w grupach przygotowujących konkurs już się przecierają przyszli kandydaci do Stowarzyszenia. Kawiarenka nowych mediów jest ewidentnie skierowana na tę młodszą grupę docelową, choć nie tylko takie osoby przychodzą na spotkania. Tematyka jest bardzo współczesna i mało jest na terenie Krakowa podobnych ofert ujętych w taką formę. Ma swój specyficzny styl.

Co widać po frekwencji - ostatnio ponad sto osób.

Pomysł robienia spotkań, które dotykają najnowszych trendów w nauce, mediach i powiązań dziennikarstwa z technologią, w stylu „kawiarenkowym” na tyle się dobrze sprawdził, że zaczęło być to naśladowane w innych miejscach. Myślę, że taki sposób popularyzacji ale też przyciągania, nasycania ludzi wiedzą i jednocześnie pokazywania, że można to robić z pasją, to dobra recepta na przyciągnięcie nowych członków. Takich inicjatyw powinno się robić coraz więcej. Warto też promować młodych, wstępujących do Stowarzyszenia, żeby prezentowali swoje pasje. Jest taki pomysł - wymyśliliśmy cykl, który się nazywa „Autor plus”. Spośród młodych, przychodzących do Stowarzyszenia będziemy wyłuskiwać tych, którzy już mogą coś pokazać ze swojej twórczości albo, co oznacza „plus” w nazwie, mogą zaprosić gościa - mentora, idola, osobę z którą współpracują, albo komu coś zawdzięczają. Myślę, że ten cykl też się sprawdzi, jeśli go odpowiednio wypromujemy.

Nowe trendy widać nie tylko w formułach spotkań, ale przede wszystkim w samym dziennikarstwie. Blogerzy, dziennikarze obywatelscy, twórcy vlogów czy nawet aktywni użytkownicy mediów społecznościowych uzupełniają dzisiaj definicję dziennikarza. Czy takie osoby też mają otwartą drogę do wypełnienia deklaracji członkowskiej SDP?

My tak robimy. Oczywiście trzeba dostarczyć teczkę dorobku dziennikarskiego i pokazać, że się ma jakieś osiągnięcia. Ta teczka czasami okazuje się zestawem linków do produkcji, które są zamieszczane w Internecie. Taka nastąpiła zmiana. Zmiana paradygmatu w mediach - czyli odwrócenie ról. Po drugiej stronie są nie tylko odbiorcy. Często są oni jednocześnie producentami treści, czyli autorami, twórcami i nadawcami, a przez to dziennikarzami. Ta granica jest coraz bardziej rozmyta. Może się okazać, że po tej drugiej stronie są niezwykłe talenty, ludzie z dobrym warsztatem, mogący być członkami zawodowego Stowarzyszenia.

Gdzie jest ta granica zawodowego dziennikarstwa obecnie?

Kiedyś różnica polegała na tym, czy ktoś był na etacie, czy był wolnym strzelcem. Teraz ta różnica, moim zdaniem, jest bardziej merytoryczna. Dotyczy tego, kto jest bardziej rzetelny. Kto produkuje lepszej jakości treści dziennikarskie. Teraz kluczowe pojęcie już niekoniecznie dotyczy medialności, tylko jakości informacji, jakości dziennikarstwa.

Kadencja jeszcze trwa. Co krakowski oddział SDP planuje na kolejne miesiące?

To będzie zależało w dużej mierze od inicjatyw oddolnych. Moim marzeniem jest, żeby wpisać się w światowe trendy dotyczące fakt-checkingu, czyli kontroli autentyczności i prawdziwości informacji. Takie media watch funkcjonują, ale są marnej jakości w tej części Europy i świata. Takie inicjatywy zaczynają się rodzić, ale część z nich jest niestety zabarwiona ideologicznie. Trzeba będzie zrobić porządny cykl spotkań z ludźmi, którzy mówią o tym w sposób odarty z ideologii. Czyli oparty nie na poprawności politycznej, ale na rzetelności dziennikarskiej. Potrafią pokazać narzędzia kontroli jakości i prawdziwości przekazu medialnego. Na świecie takie inicjatywy są i przykre jest to, że w większości z nich Polska nie bierze udziału. Drugi kierunek jest taki, żeby przy obniżającej się jakości dziennikarstwa w Polsce wskazywać na dobre przykłady zewnętrzne. Zapraszać zagranicznych gości jest trudno, ale coraz więcej Polaków uczy się dziennikarstwa za granicą. Mogą pokazywać gdzie leży sedno solidnego, dobrego, czasem w starym stylu, porządnego dziennikarstwa.

Czyli SDP w Krakowie ma co robić w najbliższym czasie.

Tak myślę, a trend przyciągania młodych powinien być nutą przewodnią naszego działania. My możemy wymyślać najróżniejsze inicjatywy, ale one i tak będą jeszcze lepsze, kiedy pojawią się oddolnie. Wtedy będzie działać ta świeżość i pasja młodych, wstępujących do Stowarzyszenia. My mamy obowiązek otworzyć im ścieżkę.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl