Z Mariuszem Kamińskim o ratowaniu Żydów, reportażu radiowym i strajku szkolnym w Lublinie rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.


Mariusz Kamiński. Absolwent UMCS i KUL. Z radiem  związany od prawie 20 lat. Zaczynał w radiu akademickim w Lublinie. Od 1998 dziennikarz Polskiego Radia Lublin. W 2011 otrzymał dwie nagrody SDP. Nagrodę im. Stefana Żeromskiego  za audycję „Lista Zipsera” i nagrodę im. Macieja Łukasiewicza za „Reportaż o zabijaniu” .

 

Tytuł „Lista Zipsera” to jak rozumiem świadome nawiązanie do „Listy Schindlera.

Nie dało się takiego skojarzenia uniknąć zwłaszcza, gdy córka Zygmunta Zipsera opowiedziała scenę, która rozegrała się na dworcu kolejowym w Izbicy na Lubelszczyźnie. Zipser pojechał tam ratować żydowskich pracowników swojej fabryki mebli. Wtedy uratował. To przypomniało mi scenę jak Schindler jedzie na dworzec ratować swojego majstra z fabryki garnków.

Zipser to Polak niemieckiego pochodzenia. Właściciel fabryki w Zamościu. Podczas wojny podpisał volkslistę, jednak współpracował z AK i pomógł wielu Polakom i Żydom. Nie jest jednak znaną postacią w Polsce. Rozumiem, że chciałeś uratować pamięć o nim. Jego niemieckie nazwisko wymawia się przez „C” czy przez „Z”?

W Encyklopedii Ludzi Zamościa jest wzmianka, że to nazwisko występuje w kilku mutacjach, ale rodzina i ludzie, którzy go znali mówi Zipser przez „Z”. Według rodzinnych przekazów Zipserowie przywędrowali ze Spiszu . Spisz po niemiecku to właśnie Zips.

Jak wpadłeś na ślad Zygmunta Zipsera?

Robiąc inny reportaż. Pojechałem do Świdnika nagrywać wspomnienia Henryka Wójcika jak na początku lat 50 budował to miasto i zakłady WSK. W długiej opowieści pan Henryk robił sobie przerwy i opowiadał mi różne rzeczy na zupełnie inne tematy. Tak dowiedziałem się o istnieniu Zipsera i jego wojennej historii, którą Wójcik usłyszał z kolei od jakiegoś dozorcy podczas wizyty w Zamościu. Odniosłem wrażenie, że postać Zipsera obrosła po latach pewną legendą, więc starałem się to opowiadanie potem zweryfikować, ale zainteresowało mnie to i tak się zaczęło. Zresztą z weryfikowaniem był problem, bo w archiwum w Zamościu jest na jego temat niewiele. Chcąc nie chcąc oparłem się na wspomnieniach świadków. Z dokumentami jest problem, ale jakieś wiadomości wśród ludzi ciągle krążą. Na stronach internetowych wśród komentarzy do reportażu wpisała się osoba, która zwiedzała kiedyś dawną synagogę zamojską i tam usłyszała od przewodnika, że budynek ocalał dzięki Zipserowi. To jest zgodne z opowiadaniem jego córki o tym, że Zipser na prośbę Żydów, by ocalić budynek magazynował tam deski.

A propos komentarzy. Z jakimi reakcjami spotykałeś się pytając o Zipsera? Człowieka, który podpisał volkslistę?

Dla wielu osób to postać zupełnie nieznana. Ci, którzy coś o nim wiedzieli wypowiadali się bardzo pozytywnie. Nawet panowie pod sklepem w Sitańcu graniczącym z Zamościem…  

…rozumiem, że panowie popijający piwo?


Tak. Pod tym samym sklepem nagrałem też przypadkowo przechodzącą kobietę. Jak się okazało jednego z jej krewnych Zipser uratował podczas wojny.

Oprócz ciekawego tematu uderzył mnie format audycji. 45 minut. Dzisiaj żadne radio nie daje już wiary, że słuchacz jest gotowy wysłuchać tak długiej audycji na jeden temat. Jak to się stało, że Radio Lublin ma takie i to cykliczne audycje.

Z jednej strony jest to zasługa zainteresowanych historią naszych słuchaczy, z drugiej wynik doceniania przez władze radia wartości edukacyjnej i misyjnej takich programów i reportaży. W 2006 roku pomysł cyklu audycji historycznych urodził się w głowach moich koleżanek z redakcji informacji. Nazywa się to „Historia bez patyny”. Ja zacząłem prowadzić ten program nieco później. Audycja trwa prawie godzinę i to pozwala na opowiedzenie ze szczegółami dłuższej historii. Rzeczywiście sprzedać tego do innej rozgłośni się nie da. Trzeba by skracać.

Koledzy po fachu mogą pozazdrościć.

Wiem, że znajduję się w komfortowej sytuacji.

Reportaż radiowy to domena kobiet. Co ciebie pociąga w reportażu?

No nie. Jest w Polsce kilku reportażystów mężczyzn, ale rzeczywiście w redakcji mam same koleżanki. Robię to, bo lubię rozmawiać z ludźmi. Nic oryginalnego. Lubię słuchać ciekawych historii, a w ostatnich latach to właściwie dosłownie historii. Mogę zająć się nie tylko reportażem interwencyjnym, bieżącym, który szybko się dezaktualizuje. Zajmowanie się historią pozwala na dystans i inne spojrzenie na obecną rzeczywistość. To też rodzaj śledztwa tylko trochę innego.

Właśnie. Jak wyśledziłeś córki Zipsera mieszkające dziś we Wrocławiu?

Długa seria telefonów. Po nitce do kłębka. Do Wrocławia ostatecznie przeniósł się Zipser po wojnie po opuszczeniu Zamościa.

Właśnie. Wysłuchałem reportażu i brakło mi informacji co stało się z jego bohaterem już po wojnie.

Jak widzisz 45 minut to też za mało. Audycja kończy się gdy Zipser ucieka z Zamościa przed wojskami sowieckimi. Trafia do Warszawy tuż przed Powstaniem, gdzie zostaje na krótko aresztowany… przez Niemców. Potem stara się o rehabilitację, bo przecież był volksdeutschem. To mu się udaje, chociaż nie bez kłopotów. Nie może powoływać się na swoją współpracę z Armią Krajową. To byłoby niebezpieczne dla świadków. Uratowały go zeznania pracowników fabryki, którym pomagał. Potem znalazł się w Olsztynie, a na koniec we Wrocławiu. Fabrykę oczywiście stracił. Zamojski dom także. Pracował chyba w jakieś państwowej fabryce mebli, ale niezupełnie odnalazł się w nowej rzeczywistości. Na stare lata miał jeszcze ideę postawienia domu dla całej rodziny. To w tamtych czasach było nader kłopotliwe. Podupadł na zdrowiu i zmarł w 1962, kiedy dom był prawie gotowy

Nad czym obecnie pracujesz?

Chciałem zająć się nieznanym szerzej strajkiem szkolnym w Lublinie w roku 1947, który zakończył się komunistycznymi represjami wobec studentów i młodzieży licealnej. Niestety mam kłopoty z dotarciem do uczestników, a jak wiadomo reportaż radiowy potrzebuje głosów świadków. Być może będę musiał poszukać czegoś nowego.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl