Czy sikanie na siedząco, jak napisałeś kiedyś w „Super Expressie”, zabiło felieton?

- Rzeczywistość często go zabija. Można przez pewien czas żywić się absurdami, dopóki się rozwijają, ale kiedy absurdy doprowadzane są w sposób poważny do granic możliwości – a tak się często zdarza w naszych czasach – to felietonista nie ma już zbytniego pola do popisu. Ale myślę, że to jest jeszcze większe wyzwanie dla felietonistów, aby wymyślali absurdy przerastające rzeczywistość.

Maciej Rybiński – napisałeś – tłumaczył, że w felietonie chodzi o to, żeby wziąć czyjeś poglądy, jakiegoś fantasty, nawiedzonego ideologa, czy hochsztaplera i wyciągnąć z nich logiczne wnioski. Tak robisz?

Staram się, ale nie wiem, czy mi się to udaje, bo być może czasem sam bywam nawiedzonym ideologiem, fantastą lub wizjonerem.  Ale staram się nim mimo wszystko nie być i myślenie ludzi nawiedzonych, a przede wszystkim nieuczciwych intelektualnie obnażać do końca.

Którego z fantastów lub nawiedzonych ideologów wziąłeś ostatnio na szpicę swojego pióra? Bo, jak dalej mówił Maciej Rybiński, trzeba te poglądy wyciągać coraz dalej, cały czas z żelazną konsekwencją, by w końcu obnażyć ostateczny skutek – kompletny absurd albo efekty wręcz odwrotne od zamierzonych.

Myślę, że dzisiaj największymi wizjonerami i utopistami są urzędnicy z Komisji Europejskiej. Na dniach chcą wprowadzić parytety dla kobiet zasiadających w zarządach spółek. Obrażają więc kobiety twierdząc, że są zbyt głupie, aby same dostać się do zarządów tych spółek i zapewniają, że robią to dla ich dobra. To dobry przykład.

Zabrakło ci już bliżej nawiedzonych ideologów i fantastów? Z Palikota czy Niesiołowskiego już się nie wyśmiewasz?

Zdarza mi się, ale nabijanie się ze Stefana Niesiołowskiego, wymienianie jego nazwiska, jest pójściem na łatwiznę, nie jest specjalnie oryginalne, a Palikot sam doprowadził do skutecznej autokomptomitacji. Czasami zajmuję się nimi z racji obowiązku komentowania aktualnych wydarzeń, ale wolę pisać o Jacku Rostowskim, Donaldzie Tusku, Leszku Millerze czy Jarosławie Kaczyńskim.

To poważne postaci polskiej sceny politycznej. Nie boisz się, że wybiją ci oko, jak piłsudczycy Adolfowi Nowaczyńskiemu czy pobiją, jak komuniści Stefana Kisielewskiego?

Na szczęście felietonistów w Polsce się teraz nie bije, ale z drugiej strony takie oko będzie warte wiekopomnej sławy.

Redaktor naczelny „Super Expressu” Sławomir Jastrzębowski zapytany, co w tobie ceni, jako felietoniście, powiedział krótko: świetne pióro, ostry język, trafne spostrzeżenia. Nie uginasz się pod nadmiarem pochlebstw?

Spytałeś Sławka przy okazji mojej nominacji do nagrody „Złotej Ryby”, a w takich sytuacjach wszyscy kłamią. Mam jednak wielu surowych cenzorów, łącznie z moja żoną, więc to nie jest tak, że tylko mi się słodzi. Sam dużo czytam i wiem, ile mi brakuje do innych piór.

Za który felieton żona cię ostatnio pochwaliła i ugotowała dobrą pomidorową?

Chwaliła za felietony, krytykujące Hannę Gronkiewicz-Waltz w kontekście jej polityki przedszkolnej i innych spraw, które nam doskwierają. Myślę, że ludzie cenią te felietony, w których mają poczucie empatii, bo opisują sprawy, które ich dotyczą.

A co czerpiesz od Macieja Rybińskiego, swojego mistrza?

Próbuję czerpać z jego ironii. Maciej był wielkim ironistą, a ja sobie z nią nie radzę. Jestem bardziej sarkastyczny. A sarkazm jest ironią zalaną żółcią. Z tego nie jestem zadowolony.

Jak jest recepta na dobry felieton?

Nie ma. Nie jestem w stanie podać recepty, bo nie wiem, czy dobre felietony piszę, ale jest antyrecepta na felieton: przyłożenie do niego matrycy ideologicznej, politycznej, organizacyjnej czy związanej z linią redakcyjną i napisanie tekstu według niej.

A kto z żyjących felietonistów jest dla Ciebie równie wielkim mistrzem, jak Maciej Rybiński?

Z żyjących nikt. Ale jest kilku autorów, których bardzo cenię, jak choćby laureaci „Złotej Ryby. Na pewno jest nim także Rafał Ziemkiewicz.

Jesteś publicystą konserwatywnym, prawicowym, a cenisz Daniela Passenta czy Jerzego Urbana?

Rzeczywiście publikuję w mediach, które uchodzą za konserwatywne i prawicowe, ale mój światopogląd jest bardziej złożony, choć pewnie z reguły operuję w sferze wartości konserwatywno-liberalnych. Cenię zdrowe, dobrze zarządzane państwo i indywidualną wolność. Daniel Passent ma niezłe pióro i ogromną wiedzę, ale wybory, których dokonał w przeszłości nie pozwalają mu być dzisiaj uczciwym. Jerzy Urban ma bardzo sprawne pióro, ale jako człowiek – proszę, abyś to opublikował – jest mendą.

Chcesz autoryzować ten wywiad?

Chyba żartujesz.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl