Panie Profesorze, jak Pan sobie wyobraża funkcjonowanie cyklu „Małe Ojczyzny” w telewizji publicznej, skomercjalizowanej i nastawionej głównie na zysk? Czy w takich warunkach, kiedy liczy się oglądalność a reklamy wydają się niekiedy ważniejsze od samego programu, jest w ogóle możliwe przywrócenie takiego cyklu na antenę?

W świetle tego, co zostało powiedziane w Kielcach w czasie spotkania „Małe Ojczyzny w Górach Świętokrzyskich” konieczne wydaje się przywrócenie struktur, które umożliwią pozytywne działania na rzecz małych ojczyzn. Trzeba powołać Fundację Małe Ojczyzny i redakcję Małych Ojczyzn i doprowadzić do reaktywacji programu.

Jak ważna jest sama idea małych ojczyzn i dlaczego ważne jest pokazywanie tych małych ojczyzn w telewizji?

Telewizja jest środkiem komunikowania najbardziej wiarygodnym, niepoddającym się manipulacji, a jeśli zdarza się manipulacja, to oczywiście ze szkodą dla samej telewizji. Jeżeli natomiast chodzi o samą ideę małych ojczyzn, to jest ona niezwykle ważna, bo kiedy budujemy społeczeństwo obywatelskie, to zależy nam na współuczestnictwie społeczności lokalnej, na uznaniu, że gmina, wieś, czy miasteczko są dobrem wspólnym dla mieszkańców. Jest to banalna prawda, ale te nasze małe ojczyzny są sercem naszego istnienia, naszego trwania, naszej tożsamości.

Pan Profesor powiedział, że realizując cykl „Małe Ojczyzny” pokazywaliście postawy społeczne, wzorce działania społeczności lokalnej. Jak właściwie pokazywać dobro, żeby to było atrakcyjne, bo nie ukrywajmy, coraz częściej w mediach przeważają treści negatywne, epatuje się złem, konfliktami, katastrofami?

Istnieje stereotypowe przekonanie, i pewnie ma to swoje uzasadnienie, że dobro opowiada się trudniej, a zło łatwiej. Ale to, że tak jest czy być może, nie zwalnia nas od opowiadania dobra. Dlatego, że opowiadanie zła może powodować różne negatywne skutki społeczne, natomiast pokazywanie dobrych wzorców powoduje nobilitację takich zachować i każdy z nas oglądając telewizję chce je naśladować, chce realizować taki wzorzec we własnym zachowaniu. Mamy więc obowiązek pokazywania dobra. Oczywiście, to wymaga lepszego warsztatu, umiejętności takiej strukturalizacji opowiadania, żeby ono było dramaturgicznie ciekawe, żeby widz był zainteresowany i chciał wiedzieć, jak dalej ono się potoczy. Przy czym ważne jest, żeby to było w różny sposób realizowane, to znaczy, żeby każdy autor indywidualnie wybierał swoje własne środki wyrazu, swoją stylistykę.

Poruszył Pan problem warsztatu dokumentalisty, a ten warsztat związany jest z etyką zawodową. Znalazłem wypowiedzi pańskich uczniów, którzy podkreślają, że jest Pan pryncypialny, że dla Pana wielką wartością jest postępowanie etyczne. Zalecał Pan na przykład, żeby nie rozdeptywać bohatera filmu, tylko żeby zawsze traktować go jako osobę, która jest godna szacunku.

Istnieje taki standard polegający na tym, że kiedy pokazuje się kogoś, kto dokonał jakiegoś wykroczenia, przestępstwa, bądź zachował się niewłaściwie, na przykład był pijany, to należy mu nałożyć na oczy taką maseczkę, zniekształcić mu głos. Dlaczego? Dlatego, że dopóki on jest podejrzanym o coś takiego, to on jest wobec prawa, także wobec społeczeństwa, niewinny. Trzeba przeprowadzić pewne procedury, które udowodnią winę, wobec tego może zdarzyć się tak, że ja zrobię mu krzywdę, pokazując go. Zdarza się, że w tym celu, żeby uzyskać pewien rezultat, piękny, szlachetny, żeby zlikwidować zło, na przykład pijaństwo, realizatorzy filmu upijają ludzi, żeby zobaczyć jak oni będą się zachowywać. Takie postępowanie autora jest niegodne, nieprzyzwoite. Tak nie można robić! Jeśli chcesz drogi studencie, realizatorze realizować film, w którym potępisz alkoholizm, to niech zagrają w nim aktorzy. Prawdziwi ludzie poprzez to, że im nalejesz wódki nie są sobą, tylko pijanymi, upitymi przez ciebie ludźmi. To jest działanie niegodne twórcy. Na przykład na ekranie są przesłuchiwane dzieci na okoliczność seksualnych praktyk, pedofilii. Jak może realizator, reżyser posadzić przed kamerą dzieciaka dwunastoletniego, często dziewczynkę, i kazać jej opowiadać, kto i co z nią robił, skoro ona była już przesłuchiwana w obecności psychologa raz przez policjanta, drugi raz przez prokuratora, a trzeci raz w sądzie. Czy naprawdę trzeba ją jeszcze raz zmuszać do opowiadania o tych rzeczy, wywoływać w niej traumę? Powtarzam: tego nie można robić!

Niektórzy realizatorzy ulegają tej skłonności do szukania sensacji, ale może po prostu brakowało im mistrza, takiego jak Pan. Pańscy wychowankowie nazywają Pana Mistrzem,  mówi się o szkole Michała Bogusławskiego. Czego, pańskim zdaniem, mistrz powinien wymagać od siebie i od swoich uczniów?

Kiedy słyszę, że mówią o mnie Mistrz, to oczywiście zaspokaja to moją próżność (śmiech). Ale przecież nie o to chodzi. Być może cechy moich kontaktów, czy relacji ze studentami, czy z innymi osobami są takie, że oni mnie tak nazywają, ale nie potrafię powiedzieć dlaczego.

Mistrz jest wymagający?

Tak, jestem wymagający. Wymagam rzetelności, odpowiedzialności, punktualności i otwarcia - niepodporządkowywania rzeczywistości w dokumencie swojemu wyobrażeniu tej rzeczywistości, wymagam pokory wobec rzeczywistości, pokory wobec zachowań.

Jak Pan Profesor dziś, w swoim życiu prywatnym, realizuje tę ideę małych ojczyzn?

Od kilku lat mieszkam w Podkowie Leśne, gdzie skupiłem wokół siebie wolontariuszy. Stowarzyszenie „Związek Podkowian” kupił nam jedną kamerę, ja dałem drugą, później Centrum Kultury kupiło trzecią. W moim pokoju ustawiłem zespół montażowy i realizowaliśmy zapis zdarzeń które mają miejsce w Podkowie Leśnej, m.in. zrealizowaliśmy dwa filmy o ośrodku pomocy społecznej dla osób niepełnosprawnych i zrobiliśmy rejestrację wydarzeń kulturalnych – Otwartych Ogrodów Podkowiańskich. W sumie 72 tytuły, to ogromna, imponująca powiedziałbym liczba, jak na te 6 lat. Niektórzy mówią, że to jest sposób na moją emeryturę, na aktywność i moje dobre samopoczucie, dlatego że znowu poznaję nowych ludzi i nauczyłem się w ciągu tych 6 lat od tych ludzi i od dzięki tej aktywności nowych kwalifikacji, nowych rzeczy, które dostarczają mi satysfakcji.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl